projekt1

by matek4
Last updated 7 years ago

Discipline:
Arts & Music
Subject:
Graphic Arts

Toggle fullscreen Print glog
projekt1

Peter Paul RubensUcieczka Lota

Lucas van LeydenLot i jego Córka

- Laura? Laura! Schowałam głowę pod poduszkę, uciekając od wzywającego mnie głosu. Czy to sen? Tak bardzo chciałabym, żeby wydarzenia ostatnich dni były tylko snem, z którego prędzej czy później się obudzę. Ale.. czy sen mógłby być aż do tego stopnia realistyczny? - Laura, obudź się! – głos nadal mnie wołał. – Musisz się obudzić! Niechętnie odsunęłam poduszkę i powoli otworzyłam oczy. Coś mi się tu nie zgadzało. No tak – było jeszcze ciemno. Która mogła być godzina? Czego ode mnie chcieli tak wcześnie rano, długo przed świtem? Wstałam, spoglądając z wyrzutem na mojego brata. Byłam jeszcze zbyt zaspana, aby dostrzec zniecierpliwienie i zdenerwowanie na jego twarzy, choć odczytywanie emocji innych ludzi zawsze przychodziło mi łatwo. - Co się dzieje? – odgarnęłam niesforne, rozczochrane włosy z twarzy. – Czy to aż takie ważne? - Laura, musimy uciekać… - dopiero teraz dostrzegłam lęk w jego oczach, a do mojego serca wkradło się okropne podejrzenie. - To już…? – mój głos się załamał, nagle poczułam się całkowicie rozbudzona. - Są już blisko – skinął głową ze smutkiem. Nie. Znowu poczułam się jak w koszmarnym śnie. Tak długo miałam nadzieję, pomimo wiadomości, które docierały do nas każdego dnia. Liczyłam, że będziemy mieli szczęście. Że nas to ominie. Uczepiłam się tej nadziei jak tonący łapie ostatnią, dryfującą na falach deskę z rozbitego statku. Byłam naiwna. Wojna nie oszczędza nawet małych, ukrytych w środku lasu miasteczek. Ledwo docierało do mnie to, co tłumaczyli mi rodzice. Wszystko wydawało mi się nierzeczywiste, urojone. Czy to przez świadomość, że o wschodzie słońca nas może już nie być na tym świecie? Wąskie uliczki, które znałam na pamięć, nagle stały się dla mnie obce. W każdej chwili spodziewałam się usłyszeć warkot nadlatujących samolotów i huk bomb. - Co ze wszystkimi innymi? – mój głos był dziwnie wyblakły. – Czy oni też wiedzą? - Nie mamy czasu – mój ojciec pokręcił głową z rezygnacją. – Musimy być daleko stąd, kiedy przylecą. Nie mogą nas znaleźć. Poza tym… Ostrzegałem ich już wiele razy, ale nie wierzyli. Myślą, że jesteśmy tu bezpieczni. Nie powiedziałam na głos tego, o czym w tamtej chwili pomyślałam. A więc wszyscy inni zginą. Moi sąsiedzi, przyjaciele, znajomi. Ludzie, których widywałam codziennie. Wiedziałam o tym, ale nie rozumiałam. Czym sobie na to zasłużyli? Czym my wszyscy sobie na to zasłużyliśmy? Czy cały świat był winny? I dlaczego, czym zawinił? Czy ci, którzy dziś zginą – może nawet inni, którzy umierają właśnie w tej chwili – są w jakiś sposób gorsi od nas, bo nie dostali szansy na ocalenie albo ją odrzucili? - Dokąd pójdziemy? – spytałam cicho, nie chcąc zakłócać niemal nienaturalnej ciszy pogrążonego we śnie miasteczka. - Niedaleko stąd jest wioska, na tyle mała, że może jej nie zauważą. Tam będziemy bezpieczni przynajmniej przez jakiś czas. Bezpieczni przez jakiś czas. Który już raz to słyszałam? Szłam za resztą rodziny, co chwila oglądając się za siebie, wypatrujących czarnych punkcików na horyzoncie. Na niebie pojawiła się już blada, jasna łuna świtu. Nie zdziwiłabym się, gdyby słońce wzeszło nie wśród jasnego złota, lecz skąpane w czerwieni, czerwieni ognia i krwi. Idąc przed siebie, zastanawiałam się nad pytaniem, które wcześniej sama sobie zadałam. Tak, byliśmy winni – może nie bezpośrednio, ale w jakiś sposób na pewno. Ile razy zdarzało się, że ludzie nie szanowali życia, ile razy nawet nieświadomie krzywdziliśmy innych? Może ta wojna nie była tylko konfliktem pomiędzy kilkoma państwami? Może była karą, która miała być dla nas ostrzeżeniem? Jeśli tak, ta kara z pewnością była zbyt okrutna. Byliśmy już niemal na szczycie wzgórza, gdy warkot samolotów rozdarł ciszę poranka. Musiałam wykorzystać całą siłę mojej woli, aby się nie zatrzymać, nie spojrzeć za siebie. Nie chciałam widzieć, jak z mojego byłego domu zostają dymiące ruiny. Bałam się tego widoku, jakby miał zmienić mnie na zawsze. Jakby miał mnie zniszczyć. Mimo to moja wola okazała się zbyt słaba. Gdy do moich uszu dotarł pierwszy huk – nieco przytłumiony, bo zdążyliśmy już odejść na tyle daleko, że z tej odległości miasto przypominałoby raczej wykonaną ręką dziecka makietę – zatrzymałam się. Powoli się odwróciłam, chcąc po raz ostatni ujrzeć miejsce, w którym spędziłam ostatnie miesiące. Zamarłam. Nie mogłam ruszyć się z miejsca. Pomyślałam, że równie dobrze mogłabym w tej chwili stać się figurą z soli, jak żona Lota, gdy odwróciła się, aby ostatni raz spojrzeć na zniszczoną Sodomę i Gomorę.

Skamieniała żona Lota

15 Gdy już zaczynało świtać, aniołowie przynaglali Lota, mówiąc: «Prędzej, weź żonę i córki, które są przy tobie, abyś nie zginął z winy tego miasta». 16 Kiedy zaś on zwlekał, mężowie ci chwycili go, jego żonę i dwie córki za ręce - Pan bowiem litował się nad nim - i wyciągnęli ich, i wyprowadzili poza miasto. 17 A gdy ich już wyprowadzili z miasta, rzekł jeden z nich: «Uchodź, abyś ocalił swe życie. Nie oglądaj się za siebie i nie zatrzymuj się nigdzie w tej okolicy, ale szukaj schronienia w górach, bo inaczej zginiesz!» 18 Ale Lot rzekł do nich: «Nie, panie mój! 19 Jeśli darzysz twego sługę życzliwością, uczyń większą łaskę niż ta, którą mi wyświadczyłeś, ratując mi życie: bo ja nie mogę szukać schronienia w górach, aby tam nie dosięgło mnie nieszczęście i abym nie zginął. 20 Oto jest tu w pobliżu miasto, do którego mógłbym uciec. A choć jest ono małe, w nim znajdę schronienie. Czyż nie jest ono małe? Ja zaś będę mógł ocalić życie». 21 Odpowiedział mu: «Przychylam się i do tej twojej prośby; nie zniszczę więc miasta, o którym mówisz. 22 Szybko zatem schroń się w nim, bo nie mogę dokonać zniszczenia, dopóki tam nie wejdziesz». Dlatego dano temu miastu nazwę Soar4. 23 Słońce wzeszło już nad ziemią, gdy Lot przybył do Soaru. 24 A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana . 25 I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność. 26 Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli5.

Związki frazeologiczne

Mateusz LasońSylwia PiechDamian PolańskiAdam StasiakNatalia StępieńJustyna Wójcik

opowiadanie

fragment z Biblii

wiersze

„Żona Lota” Łobodowski Józef Zakazano jej pod karą śmierci oglądać się za siebie, na miasto, które było dla niej wszystkim, miasto skazane na zagładę. Za winy, przez nią nie popełnione, za drzewo grzechu, z którego nie uszczknęła ani listka. Szła powoli za gromadką zbiegów, coraz bardziej zostając w tyle; stopy miała ciężkie, jakby z kamiennej soli. Myślała: - Jakże mam żyć bez kołowrotka, na którym przędłam, bez grządek przed domem, starannie okopanych motyką, bez gołębi, które czule gruchając siadały mi na ramionach? Miała odejść, by ich nigdy nie ujrzeć... Ulic, których każdy zakręt znała na pamięć, rzeki, której nurtu tyle razy dotykała bosą stopą, drzew, pod które wybiegała na schadzki... Już nigdy ich nie zobaczy. Obejrzała się, ogarnęła wzrokiem skazane miasto, zamknęła w pamięci, jak skąpiec swój skarb w ciężkiej skrzyni, zatrzasnęła ją powiekami i skamieniała. Zastygła w najpiękniejszy pomnik miłości. Wzięła na własność i uniosła ulice, znane każdym dotknięciem palców, mętny nurt rodzinnej rzeki, gołębie, gnieżdżące się w dymnikach - o ich zgubie. Nie dowierzając potępiającym wyrokom! Zaprawdę, ta kobieta jest godna zazdrości ocaliła swe miasto dla siebie, zanim spadł na nie wicher żelaza i siarki. Módlcie się o śmierć równie piękną śmierć za cenę ostatniego spojrzenia.

„Żona Lota” Wisława SzymborskaObejrzałam się podobno z ciekawości. Ale prócz ciekawości mogłam mieć inne powody. Obejrzałam się z żalu za miską ze srebra. Przez nieuwagę – wiążąc rzemyk u sandała. Aby nie patrzeć dłużej w sprawiedliwy kark męża mojego, Lota. Z nagłej pewności, że gdybym umarła, nawet by nie przystanął. Z nieposłuszeństwa pokornych. W nadsłuchiwaniu pogoni. Tknięta ciszą, w nadziei, że Bóg się rozmyślił. Dwie nasze córki znikały już za szczytem wzgórza. Poczułam w sobie starość. Oddalenie. Czczość wędrowania. Senność. Obejrzałam się kładąc na ziemi tobołek. Obejrzałam się z trwogi, gdzie uczynić krok. Na mojej ścieżce zjawiły się węże, pająki, myszy polne i pisklęta sępów. Już ani dobre, ani złe – po prostu wszystko, co żyło, pełzało i skakało w gromadnym popłochu. Obejrzałam się z osamotnienia. Ze wstydu, że uciekam chyłkiem. Z chęci krzyku, powrotu. Albo wtedy dopiero, gdy zerwał się wiatr, rozwiązał włosy moje i suknię zadarł do góry. Miałam wrażenie, że widzą to z murów Sodomy i wybuchają gromkim śmiechem, raz i jeszcze raz. Obejrzałam się z gniewu. Aby nasycić się ich wielką zgubą. Obejrzałam się z wszystkich podanych wyżej powodów. Obejrzałam się bez własnej woli. To tylko głaz obrócił się, warcząc pode mną. To szczelina raptownie odcięła mi drogę. Na brzegu dreptał chomik wspięty na dwóch łapkach. I wówczas to oboje spojrzeliśmy wstecz. Nie, nie. Ja biegłam dalej, czołgałam się i wzlatywałam, dopóki ciemność nie runęła z nieba, a z nią gorący żwir i martwe ptaki. Z braku tchu wielokrotnie okręcałam się. Kto mógłby to zobaczyć, myślałby, że tańczę. Nie wykluczone, że oczy miałam otwarte. Możliwe, że upadłam twarzą zwróconą ku miastu.

Ewa Błaszczyk-Żona Lota

Martyna Jakubowicz-Niech Płonie

Żona Lota - niezaspokojona ciekawośćSodoma i Gomora - miejsce, w którym odbywają się rzeczy niemoralne, występne ZAMIENIĆ SIĘ W SŁUP SOLI - znieruchomieć z zaskoczenia lubzdziwienia, nie wiedzieć, co powiedzieć i zrobić.

Archeolodzy umiejscawiają Sodomę i Gomorę na dnie Morza Martwego bądź utożsamiają z ruinami miast występującymi na jego wschodnim (jordańskim) wybrzeżu. Najbardziej prawdopodobnymi miejscami położenia Sodomy i Gomory są odpowiednio stanowiska archeologiczne: Bab edh-Dhra oraz Numeira. Obie osady zostały zniszczone przez katastrofy naturalne, których gwałtowność mogła dać początek biblijnej legendzie. W Izraelu w pobliżu południowej części wybrzeża Morza Martwego znajduje się wzgórze Sodom, które wyróżnia się budową geologiczną – prawie w całości zbudowane jest z halitu (soli kamiennej). Z powodu erozji nastąpiło rozdzielenie masywu. Jeden z oddzielonych filarów nazwany jest potocznie "żona Lota".


Tags

Comments

    There are no comments for this Glog.